9. Stycznia
Święty Julian i towarzysze jego
(Około r.313.)
Św. Julian urodził się w Antochyii, mieście położonem w Syryi, w
połowie trzeciego wieku. Rodziców miał bogatych, rodu szlacheckiego. Był
jedynakiem. Troskliwie wychowany nauczył się oprócz nauk świeckich także
miłości Bożej. A pokochał Pana Boga tak, że Jemu poświęcił życie swoje,
uczyniwszy ślub dozgonnej czystości. Bo wiedział, że czystość najwięcej Pan
Bóg kocha z wszystkich cnót. Bo czystość, to lilia cnót.
Kiedy doszedł do lat młodzieńczych,nalegali rodzice, by się ożenił;
chcieli bowiem, by ród ich nie wygasł, a że był jedynakiem, martwili się,
widząc, że Julian niema ochoty do stanu małżeńskiego. Młodzieniec nie
zdradził się z swym ślubem, z drugiej strony nie chciał odmówić rodzicom,
których kochał. W tym celu prosił o siedm dni namysłu. W tym czasie modlił
się gorąco do Pana Boga, prosząc o radę i wskazówkę z nieba. Jako też
pocieszył go Bóg; głosem wewnętrznego natchnienia objawił mu Pan Bóg, że ma
słuchać rodziców, pojąć żonę, a resztę pozostawić Panu Bogu.
Była w Antyochii również urodziwa jak pobożna panienka, jedynaczka, córka
bogatych rodziców, imieniem Bazylisa. Do niej skłoniło się serce młodzieńca i
wnet połączyły się te dwa szlachetne dusze węzłem chrześcijańskiego
małżeństwa. Kiedy po uczcie weselnej poszli oblubieńcy do swego pokoju, by
wspólnie odmówić modlitwy wieczorne, nagle przepiękna woń lilii i róż
rozeszła się po całym mieszkaniu. A że to było zimą, dziwiła się Bazylisa
temu dziwnemu zjawisku i pytała, coby to znaczyło. Julian opowiedział jej o
swym ślubie dozgonnej czystości, o woli Bożej, by pojął żonę, i o tem, że Pan
Bóg kazał zdać się na wolę Swoją. Ta woń, powiada, pochodzi od Chrystusa,
który między liliami pasie baranki swe i jest miłośnikiem czystości. Jezus -
tak mówił dalej - gotuje osobne miejsce tym, którzy z niewiastami się nie
złączyli. Słysząc to Bazylisa, padła na kolana i w ręce oblubieńca swego
złożyła ślub dozgonnej czystości. W tem jasność niebiańska napełniła pokój,
ukazał się Pan Jezus i przyrzekł świętym małżonkom swą pomoc do wypełnienia
tego trudnego postanowienia.
Odtąd żyli Julian i Bazylisa jak brat ze siostrą, miłując się w Chrystusie
i dla Chrystusa.
Naonczas ogłosił Dyoklecyan, namiętny prześladowca chrześcijan, w państwie
swem prawo, zakazujące wyznania wiary chrześcijańskiej pod karą śmierci.
Popłoch wielki stał się między wiernymi. Wielu opuściło domy, zagrody
majętności swe i błądząc szukali schronienia, pociechy i pomocy.
W tym czasie umarli rodzice naszych świętych małżonków; dziedzictwem stali
się bardzo majętnymi. Otworzyli tedy swe gościnne domy dla błąkających się i
potrzebujących chrześcijan, przygarniali do siebie przelęknione owieczki
Chrystusowe. Podzielili się pracą. Julian mieszkał z mężczyznami w jednym,
Bazylisa z dziewicami w drugim domu. Tak powstały dwa klasztory pod
przewodnictwem dziewiczych małżonków. Pan Bóg pobłogosławił cudownie to
małżeństwo ewangeliczne duchowem potomstwem; mówią bowiem legendy, że
towarzysze Juliana doszli do liczby dziesięciu tysięcy, a towarzyszki
Bazylisy do liczby tysiąca. Cnoty zakonne i miłość Boża kwitły w tych
zgromadzeniach pod przewodnictwem Juliana i Bazylisy.
W onczas posłał Dyoklecyan Marcyana jako namiestnika swego do Antyochyi;
wydał rozkaz, by wszyscy mieszkańcy publicznie wyznali wiarę swoją. Strach
padł na chrześcijan, bo takie rozporządzenie było początkiem okrutnego
prześladowania. Bazylisa bała się jako dobra matka o swe zgromadzenie i
prosiła Pana Boga, by zabrał jej córki do siebie. "Zabierz do siebie, o
Panie, Swe córki z tego padołu płaczu i nie pozwól, by wpadły w ręce
nieprzyjaciół", tak modliła się święta niewiasta. Bóg wysłuchał jej prośby,
objawił jej, że wpierw, nim przyjdzie niebezpieczeństwo, zabierze jej siostry
do siebie. Tak się też stało. Zanim poganie napadli na klasztor, choroba
zaraźliwa zabrała wszystkie zakonnice. Na końcu, przeżywszy wszystkie, umarła
Bazylisa.
Do pierwszych, którzy według rozkazu namiestnika mieli wyznać publicznie
swą wiarę, należał Julian i jego towarzysze. Wezwany, by ofiarował bogom
pogańskim, odrzekł święty: "Mam Boga swego w niebie, który mi przykazał, bym
Jemu Samemu ofiarę czynił, a bałwochwalstwem się brzydził". Słysząc to
Marcyan, kazał spalić klasztor i wszystkich zakonników w nim. Pobożna legenda
niesie, że na tem miejscu słyszano przez długie lata w czasie, w którym
dawniej odmawiali zakonnicy swe pacierze, prześliczne śpiewy.
Marcyan pragnął Juliana odwieść od wiary; w tym celu kazał go przywiązać
do czterech słupów i kijami niemiłosiernie bić. Zdarzyło się, że kij pękł w
ręku jednego oprawców; wpadł odłam mu w oko, które wypłynęło. Marcyan miłował
bardzo tego oprawcę i popadł dlatego w okropny gniew, wymyślając na świętego.
Wtedy rzekł Julian: Zwołaj swych kapłanów pogańskich i każ im się modlić do
swych bogów, niech oni przywrócą wzrok ślepemu. A jeżeli oni tego nie
uczynią, ja do mego Boga o to modlić się będę. Marcyan zgodził się na to.
Tedy zeszli się kapłani pogańscy i składali ofiarę w celu uproszenia cudu.
Wtem stała się rzecz nadzwyczajna. Pięćdziesiąt bałwanów srebrnych i złotych
spadło na ziemię i potrzaskało się na kawały. Marcyan pomawiał Juliana o
czary i szydząc z Boga chrześcijan, nakazał świętemu, by się modlił o
uzdrowienie oprawcy. Julian przeżegnał oko siepacza znakiem krzyża św.;
odzyskał wzrok, i zaczął chwalić głośno Boga chrześcijańskiego. Marcyan
popadł w taki gniew, że uleczonego przebił na miejscu mieczem; Juliana zaś
kazał zaślepiony tyran wodzić po wszystkich ulicach miasta i katować jak
najokrutniej. Przytem polecił pachołkowi wołać: Tak karze się tych, którzy
bogami gardzą i cesarza nie słuchają. Myślał niemądry starosta, że w ten
sposób odstraszy pogan od przyjmowania chrztu chrześcijańskiego; nie
wiedział, że widok katowanego sługi Bożego, który takie czynił cuda,
przysporzy tylko chrześcijanom nowych wyznawców. Jako się też niebawem o tem
przekonał. Własny jago syn, imieniem Celzus, widząc męczennika, pobiegł do
niego, i przyczepiwszy się, zawołał głośno: Wielkim jest Bóg chrześcijański,
i ja w Niego wierzę i dla Niego jestem gotów umrzeć.
Marcyan kazał oderwać syna od męczennika; lecz kto tylko się szaty
świętego dotknął, został jakby niemocą rażony. Nie wiedząc, co począć, udał
się Marcyan do cesarza o radę. Tymczasem kazał wrzucić Juliana razem z swym
własnym synem do smrodliwego więzienia. Stróżowało ich dwudziestu żołnierzy.
Ci, widząc jasność, jaka biła od męczenników, przyjęli wiarę Chrystusową.
Cesarz kazał męczenników spalić. Przygotowano stos, włożono na niego
Juliana i zapalano. Marcyan nie mógł się przezwyciężyć, by spalić syna swego
i podsunął kogoś innego. Kiedy płomienie nie jęły się św. Juliana, żona
Marcyana, imieniem Maryonilla, na widok nowego cudu uwierzyła w Chrystusa.
Tego już było Marcyanowi za wiele; szalejąc w złości, kazał Juliana, swego
syna, swoją żonę i owych dwudziestu żołnierzy ściąć mieczem.
Było to dnia 9. stycznia, roku 313.
Opowiada nam historya, że Marcyana roztoczyły robaki na żywym
ciele.
Nauka
Święci Julian i Bazylisa są wzorem chrześcijańskiego małżeństwa.
Małżeństwo to roślina rajska, ręką samego Boga zasadzona w raju. Jeżeli się
spytamy, co to jest małżeństwo, to odpowiedź na to brzmi: Jest to dozgonne
połączenie dwóch osób wolnych, mężczyzny i niewiasty, w celu wzajemnego
uświęcenia się, pomagania sobie wspólnie do osiągnięcia nieba, wspierania się
w potrzebach życia, jako też w celu rodzenia dzieci i ich dobrego wychowania.
Małżeństwo ustanowione przez Boga w raju miało dwie główne właściwości,
jedność t.j. wykluczenie wielożeństwa i nierozerwalność, t.j. raz zawiązane
mogło być rozerwane tylko przez śmierć jednego z małżonków. A trzy są cele
małżeństwa: 1) zgodne święte pożycie i wzajemna pomoc, 2) rodzenie dzieci, 3)
wychowanie dzieci. Przez grzech upadła ludzkość, poniżyło się małżeństwo. Na
miejsce nierozerwalności małżeństwa nastąpił rozwód, na miejsce jedności
nastąpiło wielożeństwo.
W pełności czasu przyszedł Pan Jezus, by naprawić to co grzech zepsował.
Przywrócił jedność i nierozerwalność małżeńską. A wiedząc, że do świętego,
zgodnego, dobrego pożycia, do pomagania sobie w środkach do celu, jako i do
wychowania dzieci potrzebna jest łaska osobna, którą nazywaną łaską stanu,
przywiązał Pan Jezus do małżeństwa chrześcijańskiego łaskę, złączył ją z
pomnożeniem łaski uświęcającej. W ten sposób wyniósł Boski Zbawiciel
małżeństwo chrześcijańskie do godności Sakramentu. Małżeństwo więc zawarte
prawnie, t.j. wobec własnego proboszcza i dwóch świadków jest sakramentem,
więc rzeczą świętą. Na zapytanie, co jest małżeństwo chrześcijańskie, trzeba
odpowiedzieć: "Jest to Sakrament, przez który dwie wolne osoby, mężczyzna i
niewiasta, między sobą związek małżeński zawierają i od Pana Boga odbierają
łaskę wiernego wypełnienia obowiązków stanu swego aż do śmierci!" A
obowiązkami stanu małżeńskiego są: święte, zgodne pożycie, rodzenie i
wychowywanie dzieci. Ktoby jednego z tych obowiązków nie spełniał, popełnia
grzech, który może być bardzo ciężki.
Małżeństwo, w którym małżonkowie chcą żyć w dozgonnej czystości, jak
Julian i Bazylisa, nazywa się małżeństwem ewangelicznem. Dozwolone jest tylko
za zgodą obojga małżonków, a potrzeba do tego szczególnej łaski Bożej; stąd
można je więcej podziwiać jak naśladować.
Inni święci z dnia 9. stycznia:
> Św. Adryan, opat z Canterbury. - Św. Marcelin, biskup z Ankony. - Św. Marcyanna, dziew.-męcz. z Cezarei. - Św. Mauroncy, opat. - Św. Paschazya, dziew.-męczenniczka z Dijon. - Św. Piotr, biskup z Sebaste.